A może wcale nie tak dawno? Pewnie, że nie! Tydzień temu! Za górami za lasami.. albo jak kto woli – w Olsztynie – poszłam na swój pierwszy wykład z Edukacji Społeczno-Przyrodniczej. Kto by się spodziewał, że trafię w takie miejsce? Na pewno nie mała ja. Mała ja myślała, że będzie prawnikiem, ale przy składaniu dokumentów na studia coś jej strzeliło do głowy i zmieniła zdanie. W 2023 roku poszła na Pedagogikę Przedszkolną i Wczesnoszkolną. I tak ta mała ja, która zamieniła się w dużą mnie dźwiga ciężar tego wyboru po dzień dzisiejszy. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Spodobał mi się ten kierunek i żal, który jeszcze nie tak dawno temu nosiłam ze względu na zrezygnowanie z prestiżowego zawodu zamienił się w radość i możliwość wytchnienia od bycia dorosłym oraz pielęgnowanie swojego wewnętrznego dziecka.
No ale co z tym wykładem? A no jeszcze nie wiem. Na pierwszy wykład poszłam.. jakby to powiedzieć.. niechętnie. Nowy przedmiot, nowy semestr i co gorsza – nowy wykładowca. Nie wiadomo było czego się spodziewać. Nikt ze znajomych go nie znał, a Google nie wniosło za dużo informacji. Wiedziałyśmy z przyjaciółkami jak wygląda. I tyle. A może aż tyle? Tak czy siak poszliśmy na ten wykład, zajęłyśmy miejsca na auli i cierpliwie czekałyśmy. Ku nie tylko naszemu, ale i reszty studentów zdziwieniu, prowadzący nie rozpoczął zajęć od typowo akademickiego monologu i przedstawienia co nam wolno, a czego nie. W zamian zadał nam pytanie, którego chyba żaden z zebranych na sali studentów wcześniej nie usłyszał od wykładowcy: Jak państwo chcą aby wyglądały zajęcia? Ustalmy zasady, których wspólnie będziemy przestrzegać. Nie łatwo było podać jakiekolwiek przykłady, ponieważ nie spodziewaliśmy się tego pytania. Po dłuższej chwili wybrzmiały jakieś propozycje o wzajemnym szacunku, stroju podczas egzaminu itp. Nie pamiętam. Na tym wykładzie działo się tak wiele, że chyba nie jestem jedyną, która pogubiła się na nim z 10 razy. Gdybym miała ocenić ten wykład to bym powiedziała, że był inny. Tak, to chyba dobre określenie. Wszystko było w nim inne. Inny prowadzący, inny sposób prowadzenia, inne sposoby zaliczenia, który każdy mógł sobie wybrać. Mieliśmy do wyboru egzamin, e-book, jakiś projekt i dziennik refleksyjny… który właśnie piszę. Ciężko powiedzieć coś więcej o tym dniu. Nie mieliśmy wprowadzonych żadnych treści merytorycznych z tego przedmiotu, ale.. żeby nie było, nauczyłam się coś na nim. Nauczyłam się tego, że wszystko można przedstawić w barwny, ciekawy i unikatowy sposób. Nawet taki przedmiot.
Ah.. no i tego, że jestem w stanie prowadzić dziennik byleby nie pisać egzaminu.
Co by tu jeszcze powiedzieć..
No tak! Pieczątki. Zapomniałabym o najważniejszym. Za udział w wykładzie dostajemy pieczątki z bezkręgowcami. Fajnie nie? Kto nie lubił w przedszkolu czy szkole dostawania pieczątek.. Dobry sposób na zmotywowanie DOROSŁYCH ludzi do przyjścia. Pierwsza pieczątka była z jakąś pszczolą(?) No jakimś owadem. Co będzie następne? Czas pokaże!

Do następnego wpisu;)
PS. Nie umiem za bardzo obsługiwać tej strony. Dajcie mi trochę czasu a stanę się blogerem w wersji pro.
Dodaj komentarz